| khemblog - archiwum: sierpień 2004 |
| Strona główna |
Penelopa nieco rozpasana, czyli o butach do harakiri i telefonach absolutnie_nie_na_miejscu ;-) Hedonistyczna Penelopa, tak najkrócej można streścić ostatnie dni Khem - jako, że NFF udał się do Berlina w celach zarobkowych, Khem natomiast spędza urlop wylegując się na swym wielkim łożu, tęskniąc, czytając masy książek, tęskniąc, jedząc smakołyki, tęskniąc, imprezując do białego rana, tęskniąc wytrwale. I powoli wydobywając się z sentymentalnych nastrojów weekendu - bowiem tortowe pożegnanie wyjeżdżającego do Warszawy kolegi L. uświadomiło Khem dobitnie, że pewna epoka w jej życiu kończy się niedwołalnie (co trochę smutne i budzące nastroje sentymentalne, ale głównie radosne, ekscytujące i niepokojące jest ;-))) ). I ta piątkowa impreza zakończona zbiorowym rozrabianiem w mieszkaniu uwielbianego przez Khem Kolegi Ekscentryka, faceta obłędnego i bezbłednego, który rower trzyma na szafie, snuje niesamowite opowieści głosem aksamitnym i czarownym, a o siódmej rano dzwoni do Khem z pytaniami z gatunku zabawnie nieprzyzwoitych (i trudno już za nim nie przepadać, skoro dostarcza człowiekowi tyle radości ;-)))) ). Poweekendowo trzeba również wspomnieć o niedzielnym spotkaniu ze snafu i Jego Ostatnim Obiektem Uczuć (w skrócie Joou) - wieczorze z kinem (ponownie Shrek, biały rumak i sexy kociaczek ;-))) ), kawą i lodami (zakręcona Khem lubi wyłącznie te kręcone ;-))) ), spacerami po dużej ilości sklepów z butami (gdzie gust Khem i Joou się nieco rozmijał, bowiem preferowane przez Joou obuwie według Khem nadawało się jedynie do zawieszenia sobie na szyi, bądź też do użycia w roli ostrego narzędzia, pozwalającego jednym szybkim ruchem pozbawic napastnika oka ;-))) ). Ogólnie wieczór był niezwykle sympatyczny, Joou urodziwa, dystyngowana i zabawna, snafu promieniejący niczym po połknięciu sześciu latarek, a wykazywane przez oboje intensywne zainteresowanie seksem związkowi temu rokuje całkiem nieźle (aczkolwiek fakt, że zainteresowanie to kierowało się wyłącznie ku seksowi Khem i NFFa może jednak trochę niepokoić ;PPP ). PS. Po pewnym namyśle niepokoje można sobie jednak darować - bowiem według Khem nic tak nie cementuje związku niż możliwość nawrzucania partnerowi po japońsku, hihihi. khem 2004-08-04 10:07:15 skomentuj (12) Szafa pełna niespodzianek, czyli którędy do Ascott? ;-) Czy to normalne przy opróżnianiu szaf i szafek odkryć półkę z całą masą naprawdę fajnych ubrań, o których się zwyczajnie i dokumentnie od zeszłego roku zapomniało?? Olaboga, ja mam nawet dwa całkiem odjazdowe kapelusze - chyba czas wybrać się na jakieś wyścigi czy cuś ;-))). khem 2004-08-05 21:19:41 skomentuj (12) I znowu Festiwal Wikingów, czyli o pasiastych wiewiórach i piżamowych niewiastach ;-) Półnadzy, opaleni na brąz mężczyźni, kobiety w długich, różnokolorowych, płóciennych sukienkach, biegające na bosaka maluchy, płócienne namioty i ciepłe skóry dzikich zwierząt w środku, dziesiątki kramików ze wszystkim - od misternych ozdób po miecze, strzały i łuki, jadło i napitek konsumowane przy długich, drewnianych stołach, przy wtórze wesołych przekomarzań, spotkana w jednym kramików bardzo już dawno niewidziana koleżanka, śmiechy, żarty, wygłupy, buuu, my też chcemy taki płaszcz z futrem "popieprzonych wiewiórek" (szopów znaczy się, ale szopy podobno nie w klimatach, więc uchodzą za wiewiórki w paski ;P), Khem wpuszczana wszędzie bez problemów (widać zielona, płócienna bluza i nieco sfatygowane od dłuugiego używania w roli piżamy spodnie wydawały się ochronie baaardzo w klimatach ;P), Najbardziej Ulubiona Koleżanka zastanawiająca się, ile czasu musi minąć, żeby mogła zacząć jeździć ze swym Małym Wikingiem, a potem niesamowity nastrój powoli zapadającego zmierzchu w pełnej wieczornej krzątaniny wiosce - że co, że ja nie ucieknę z wikingami?? No, dobra, nie mają internetu, wiem ;P. khem 2004-08-08 22:30:03 skomentuj (6) Sytuacja na wakacjach, czyli o wyższości grillowanych kanapek nad irlandzkimi ogródkami ;-) Sytuacja weekendowa. Khem i Kolega Ekscentryk - siedzą w ogródku irlandzkiego pubu, piją zimne piwo, gadają, oglądają sobie ludzi dookoła, jednym słowem atmosfera sympatyczna i pełna letniego luzu. I nagle, całkiem niespodziewanie i jakby od rzeczy, Kolega Ekscentryk zaczyna się straszliwie śmiać. Śmiać? Ryczeć, rżeć, rzęzić. Khem, nieco zdezorientowana, idzie wzrokiem za jego spojrzeniem - no, nic takiego, facet jak facet, przy sąsiednim stoliku. Potężny, opalony mięśniak w czarnym podkoszulku i z tatuażem na ręku, siedzi nieruchomo. - Ja nie mogę - ryczy ze śmiechu Kolega Ekscentryk - Patrz Khem na tego faceta... no nie mogę. - ? - Khem nieruchomieje, zdając sobie sprawę, że teraz to już na pewno Mięśniak się Kolegą Ekscentrykiem zainteresował (siedzi w odległości najwyżej metra, tuż za plecami Khem). - No, popatrz tylko, no jaki łańcuch, nie mogę - wije się radośnie Kolega Ekscentryk - I te okuuulaaaaryyy... - Tia... a słyszałeś, że... - Khem usiłuje odciągnąć uwagę Kolegi Ekscentryka uprzejmą konwersacją (z wizją, jak za chwilę potężny Mięśniak robi z wysokiego, lecz chudego jak szczapa Kolegi Ekscentryka mielone kotlety ;-)) ). - Nie mogę, nie mogę - tarza się Kolega Ekscentryk, nie zwracając na nerwowe zachowanie Khem. Śmieje się, śmieje, po czym nagle, ni z tego, ni z owego, patrząc prosto na Mięśniaka, ryczy: - A JAKI TATUAŻ SOBIE PIERDOLNĄŁ!!! W tym momencie Khem zrywa się z miejsca, oznajmiając, że co jak co, ale MA WIELKĄ OCHOTĘ NA GRILLOWANE KANAPKI W BARZE OBOK - i zmywa się po angielsku, kątem oka widząc, jak Kolega Ekscentryk usiłuje pożegnać się ze swoim ulubionym Mięśniakim za pomocą uścisku ręki (łomatko ;-)))) ). Wniosek: tym samym zostało odkryte źródło niektórych z niesamowitych i nieprawdopodobnych przygód Kolegi Ekscentryka (szczególnie tych, gdzie w finale ląduje on w szpitalu z rozmaitymi uszkodzeniami swej ekscentrycznej osoby, hihihi). khem 2004-08-09 20:24:31 skomentuj (13) Awantura o ropę, czyli światowa gospodarka kontra rysowanie szlaczków ;-) Obowiązkowe szkolenie, w sumie całkiem interesujące, przebiegało jednak w atmosferze letniego rozleniwienia - do czasu jednak, kiedy zdenerwowany głosami krytycznymi na środek sali wypadł nie znany Khem mężczyzna. Przedstawił się jako dyrektor X z Gdańska, po czym zaczął krzyczeć, że pracujemy w instytucji finansowej, a on sobie nie wyobraża, żeby pracownik takiej instytucji nie orientował się na bieżąco w biznesie. - Czy ktoś z Państwa wie dokładnie, jaki jest kurs euro na dzisiaj? - grzmiał potepiajaco - Albo jaką cenę osiągnęła dzisiaj baryłka ropy?? Odpowiedź w postaci ciszy na sali sprowokowała go do dłuugiej i piorunujacej tyrady, w której udowadniał, że na niczym się nie znamy, w niczym nie orientujemy, nie czytamy czasopism biznesowych, nie oglądamy wielce interesujących programów gospodarczych, nie znamy wyników finansowych osiąganych przez nasze własne produkty, a w ogóle to jak my chcemy tak dalej pracować (i tak dalej, i tak dalej) a następnie zakończył tryumfalnie i dobitnie: - A baryłka ropy kosztowała dzisiaj 45 dolarów i 4 centy. I wygłosiwszy to zdanie, dla wzmocnienia efektu gwałtownie ruszył w stronę drzwi, z pragnieniem spektakularnego opuszczenia sali. Energicznie chwycił za klamkę, pchnął mocno, po czym z całej siły... się na owych drzwiach rozpłaszczył. (nie przewidział bowiem, że obok drzwi właściwych są jeszcze od zawsze zamknięte na głucho drzwi do sąsiedniego pokoju ;-))) ). - No proszę - ucieszyła się Khem - Wie, ile kosztuje baryłka ropy, a nie wie, którymi drzwiami wszedł do sali. Po czym zdawszy sobie sprawę, że siedzi tuż obok własnej dyrekcji i w atmosferze radosnego chichotu wydanego przez współpracowników, z wielką uwagą zaczęła rysować szlaczki w notesie... ;-)))). PS. Co do tej ceny baryłki, to możliwe, że podał całkiem inną, ale co tam ;PP. khem 2004-08-12 00:28:07 skomentuj (12) Podwodny Strudel, czyli gdzie jest Khemo (i nie mówcie, że w pizzerii, no pliiiz) ;-) A po weekendzie w Zielonej Górze Khem pozostały: brązowa buzia, tysiąc piegów i radosny uśmiech - nie ma bowiem większej frajdy niż dwa dni spędzona w całości na pluskaniu się w jeziorze, pływaniu, nurkowaniu z fajką i w masce, oglądaniu pod wodą rybek i wodorostów, wesołych, podwodnych spotkaniach z koleżankami, wcinaniu szaszłyków w przydrożnych barach, wędzonej ryby na festynie pływackim i pizzy w łóżku, wylegiwaniu się na skąpanym w słońcu pomoście, jęczeniu z powodu spalonych pleców przy "Piratach z Karaibów" i nieustannych żartach z wesołą, nurkową gromadką (o tym, że nie ma większej frajdy niż towarzystwo NFFa to już nawet Khem nie wspomina, ech ;-)))) ). khem 2004-08-18 00:03:13 skomentuj (16) W Krainie Dreszczowców, czyli nikogo nie ma w domu, nie pukać, nie stukać, nie skrzypieć, phi ;-) Blogowicz chwilowo niedostępny, proszę spróbować później - bowiem po przerwie wakacyjnej otworzyli wreszcie bibliotekę, w związku z czym Khem wraca do domu taskając całe worki książek, a potem zaszywa się w domu, oddając się w nim zgubnej namiętności pochłaniania kolejnych egzemplarzy. W każdym razie w kategorii "czytadeł pociągowych" bezkonkurencyjnie wygrywa odkryta ostatnio przez Khem Josephine Tey, autorka straszliwie wciągających dzieł pod tytułem: "Zaginęła Betty Kane" oraz "Bartłomiej Farrar" (i wielu, wielu innych, które Khem zamierza również wkrótce pochłonąć - nie zważając nawet na późniejsze trudności w poruszaniu się po zmroku po domu i podskakiwanie przy każdym głośniejszym skrzypnięciu podłogi ;-)) ). khem 2004-08-20 00:16:07 skomentuj (8) Zgredek i Muchomorek, czyli bez fiksacji nie ma wakacji ;-) No jak to tak, że kiedyś dodatkowe wykłady z psychologii, filozofii, politologii, szkoła socjoterapii, zajęcia z taoizmu (gdzie filozofia, medytacje, kontemplacje, ćwiczenia oddechowe i ruchowe, nauka masażu i sztuki walki), ciekawskie wypady na zebrania buddystów, angielski, niemiecki, siłownia, basen, jogging, ciągłe imprezy i koncerty, tańce do rana, pochłanianie książek w ilościach wręcz przerażających, nieustanne randki, spotkania towarzyskie, wypady nad morze i okoliczne jeziora, zaliczanie większości filmów w kinach, zwariowane plany, pomysły, marzenia - a dzisiaj praca, praca, praca, marzenia głównie o położeniu się spać, a plany wyłącznie remontowe, no jak to tak?? Zgredziałem, załamał się Strudel, jestem starym, spróchniałym muchomorem - po czym pomartwił się chwilę o remonty, a następnie zwyczajnie i błogo walnął się spać ;-))). khem 2004-08-20 23:59:11 skomentuj (12) O radości chmurna i durna, czyli znowu do przodu ;-) Po całodziennym błogim włóczeniu się po polach i lasach, pełnych słońca, wiatru, rześkiego powietrza i chmur wręcz nieziemskiej urody, stwierdzam: PRZYSZŁA JESIEŃ. Kto się cieszy? ;PP khem 2004-08-22 23:32:27 skomentuj (19) Kocham Cię jak klawiaturę, czyli o zgubnych skutkach tępienia analfabetyzmu ;-) Reputację poniedziałku nudnego, kiepskiego i szewskiego ratuje jedynie czytany przez Khem (fingującą ciężki atak pracoholizmu) Jean-Marie Laclavetine ze swą "Przeklętą pierwszą linijką" - w której zalewany tonami chłamowatych i beznadziejnych rękopisów wydawca (osobnik o tak wyrafinowanym literackim smaku, że wypociny owe przyprawiają go o chęć wycia do księżyca ;-)) ), doprowadzony do ostateczności, zakłada Klub Anonimowych Grafomaniaków. W klubie tym grafomani wszelkiej maści mogą się leczyć ze swego uciążliwego dla otoczenia przymusu pisania... że co, że mam iść się zapisać?? ;-)))) khem 2004-08-23 23:39:17 skomentuj (11) Ascetycznie i tragicznie, czyli niech mnie ktoś spakuje, buu ;-) Tuż po północy, przy porządkowaniu kolejnej zapchanej do granic możliwości szafy, Khem postanowiła zmienić światopogląd - z obrzydliwego konsumpcjonizmu na bezwzględny minimalizm. Howgh! ;-))) khem 2004-08-30 00:45:42 skomentuj (11) My name is Bond, Khem Bond, czyli milczę jak grób pobielany ;-) Niewiele rzeczy tak cieszy Khem, jak akcje szpiegowskie - a już te uskuteczniane z Najbardziej Ulubiną Koleżanką są zwykle nie do zapomnienia. Szkoda, że wrodzona dyskrecja Khem nie pozwala jej napisać, jak to... ech ;-))))))). khem 2004-08-31 09:56:08 skomentuj (7) |